Zaczęliśmy od jednego promienia przez jeden piksel. Skończyliśmy na atmosferze całej planety i sieciach neuronowych czyszczących szum. Czas zobaczyć to wszystko na jednym obrazku.
Każda „skrzynka” poniżej to jeden fragment tego, co zbudowałeś, rozdział po rozdziale. Pętla w środku to dosłownie ta sama rekurencja, którą Whitted opisał w 1980 roku, wspomniana już na pierwszej stronie tej książki.
Rozdziały główne nie są wszystkim, co istnieje w ray tracingu — są fundamentem, na którym stoi reszta. Po stronie teorii transportu światła zostawiły z boku rendering spektralny, transport z polaryzacją, Metropolis Light Transport i techniki czasu rzeczywistego w rodzaju ReSTIR-a. Każdy z tych tematów buduje na dokładnie tych samych podstawach — wektorach z Rozdziału 2, BRDF z Rozdziału 10, równaniu renderowania z Rozdziału 15 — i każdy dostał własny dodatek w Części VIII: AM zajmuje się widmem i polaryzacją, AN metodami transportu, których Rozdziały 15–16 nie objęły.
Była też druga lista — rzeczy, które w produkcji klikasz codziennie, a których rozdziały główne co najwyżej musnęły: Light Path Expressions i system AOV, cryptomatte, displacement i subdivision w czasie renderu, MaterialX i OSL, light linking. Do tego temat, który dla lookdevu jest pierwszoplanowy: rozpraszanie podpowierzchniowe. Ta lista przestała być listą braków — to jest Część VIII, osiem dodatków AG–AN, i cała jej zawartość czeka w spisie treści.
Podział między jedną a drugą listą nie jest przypadkowy. Rozdziały główne opisują, co renderer robi; Część VIII opisuje, jak mu to zlecasz. Jedno bez drugiego nie wystarcza — ale zrozumienie mechanizmu jest tą częścią, która nie dezaktualizuje się przy zmianie silnika.
Co zostaje naprawdę poza zasięgiem tej książki: warstwa organizacyjna wokół renderu. Farmy renderowe i kolejkowanie zadań, wersjonowanie i publikowanie assetów, konwencje nazewnicze, formaty wymiany między działami, review i zatwierdzanie ujęć. Tego nie da się opisać raz — różni się między studiami bardziej niż silniki między sobą i zmienia się szybciej niż fizyka światła.
Dwadzieścia dwa rozdziały to jedna połowa tej książki. Druga to trzydzieści trzy dodatki, które nie wchodziły w główny nurt, bo zatrzymałyby go na pół godziny — pełne wyprowadzenia, policzone przykłady, cztery-częściowe wykłady. Litera to adres, nie kolejność: wchodzi się tam z rozdziału, w którym akurat zabrakło Ci głębi.
Zaczęliśmy od pytania „który trójkąt zakrywa ten piksel” kontra „co zobaczyłby promień światła”. Dwadzieścia jeden rozdziałów później to drugie pytanie ma już pełną, matematyczną odpowiedź — od wektora po atmosferę planety.
Reszta to już Twoja scena.