Najbardziej rozpoznawalne kadry ostatnich dekad powstały na czystym szkle, bez filtrów dyfuzyjnych i prawie bez flary. Brak efektu też jest decyzją optyczną — i zwykle trudniejszą.
Cała ta książka opisywała zjawiska, przez które obiektyw zostawia w obrazie ślad po sobie. Flara mówi, że były tam soczewki. Winieta mówi, że była oprawa. Miękkie rogi mówią, że korekcja nie sięgnęła brzegu pola.
Pierwsza z dwóch postaw wobec tych śladów jest prosta i konsekwentna: to wszystko są zakłócenia. Widz ma patrzeć na świat przedstawiony, a nie na przyrząd, którym go zarejestrowano. Każdy artefakt, który przypomina o istnieniu kamery, oddala widza od tego, co ma zobaczyć.
Postawa ta ma zresztą starszy rodowód niż kino. Optyka od czasów pierwszych achromatów rozwijała się jako ciąg prób usunięcia tego, co przyrząd dokłada od siebie — i cała Część III tej książki jest w istocie historią tych prób. Szkoła powściągliwości przyjmuje ten kierunek za swój i doprowadza go do końca: skoro konstruktorzy przez dwa stulecia usuwali wady, to nie po to, żeby operator dokładał je z powrotem.
Warto od razu odrzucić najczęstsze nieporozumienie na temat tej szkoły. Powściągliwość nie oznacza obojętności ani braku stylu. Operator wybierający najostrzejsze dostępne szkło podejmuje decyzję dokładnie tak samo mocną, jak ten, który wybiera stare soczewki z lat sześćdziesiątych — po prostu jej skutki są rozłożone równomiernie po całym filmie, zamiast skupione w kilku efektownych ujęciach.
Warto zauważyć, przeglądając tę listę, że żadna z decyzji nie jest darmowa. Usunięcie flary wymaga osłon, powłok i planowania oświetlenia; usunięcie winiety wymaga szkła z zapasem koła obrazowego; ostrość do brzegów wymaga większej liczby soczewek, czyli cięższego i droższego obiektywu. Powściągliwość jest kosztowna, tylko jej koszt jest niewidoczny w obrazie.
Blade Runner 2049 ze zdjęciami Rogera Deakinsa jest wygodnym przykładem, bo jego wybory są udokumentowane, a przy tym idą wbrew oczekiwaniom gatunku.
Kamera i szkło. Film zrealizowano cyfrowo, kamerami ARRI Alexa XT i Alexa Mini, w formacie ARRIRAW przy otwartej bramce 3,4K, na sferycznych obiektywach Zeiss Master Prime — z zakresu obejmującego ogniskowe od 12 do 150 mm. Nie anamorficznie, mimo że film science fiction w tej skali niemal domyślnie kojarzy się z anamorfem.
Uzasadnienie. Deakins wybrał Master Prime'y dlatego, że są najszybszymi i najostrzejszymi obiektywami, jakie da się dostać. Jest to sformułowanie warte zacytowania, bo streszcza całą szkołę w jednym zdaniu: kryterium wyboru jest brak charakteru, a nie jego rodzaj.
Ogniskowe. Deakins i Villeneuve zwykle trzymają się środka zakresu, mniej więcej między 27 a 50 mm; przy tym filmie sięgali po szerokie znacznie częściej niż zazwyczaj.
Warto zauważyć, jak wiele ten zestaw decyzji wyklucza. Sferyczne szkło oznacza brak poziomych smug i owalnego bokeh z Rozdziału 26. Master Prime oznacza brak miękkich rogów i mocnej flary. Otwarta bramka oznacza, że kadrowanie do proporcji docelowych odbywa się później, a więc świadomie, a nie przez samą optykę. Każda z tych decyzji zamyka jakieś źródło charakteru — i wszystkie razem zamykają ich tyle, że nie zostaje nic poza sceną i światłem.
Wniosek dla nas nie dotyczy tego jednego filmu. Skoro szkło nie wnosi charakteru, cały charakter obrazu musi pochodzić skądinąd — ze światła, z proporcji kadru, z ruchu i z tego, co w kadrze stoi. Powściągliwość przenosi ciężar, a nie zdejmuje go.
Usunięcie sygnatur obiektywu zostawia pustkę, którą trzeba czymś wypełnić. Trzy rzeczy przejmują wtedy rolę, którą gdzie indziej pełni charakter szkła.
Światło. Kiedy obraz nie ma własnej faktury, jedynym źródłem nastroju zostaje to, co oświetla scenę: kierunek, twardość, barwa i kontrast. Stąd bierze się obserwacja, że filmy tej szkoły są zwykle bardzo mocno oświetlone w sensie kompozycyjnym — nie jasno, tylko zdecydowanie.
Proporcje i ruch. Kadr wypełniony ostrym obrazem od rogu do rogu wymaga, żeby każdy róg był czymś uzasadniony. Nie da się schować niedopracowanego brzegu w winiecie ani miękkości — wszystko, co jest w kadrze, jest w nim widoczne.
Spójność. Ponieważ ujęcia nie różnią się fakturą, spójność między nimi musi być zbudowana na czymś innym. Zwykle jest to konsekwentna paleta i konsekwentne ogniskowe — czyli decyzje z Rozdziału 37, powtarzane przez cały film.
Ma to jeszcze jedną konsekwencję, mniej oczywistą. Powściągliwość jest bezlitosna dla scenografii i charakteryzacji. Ostry obraz od rogu do rogu pokazuje wszystko, co w kadrze stoi, i pokazuje to dokładnie — więc dekoracja musi wytrzymać oglądanie, którego w miękkim obrazie nikt by nie przeprowadził. Koszt tej szkoły nie kończy się na obiektywie i nie kończy się nawet w ekipie zdjęciowej.
Dla pracy w CG szkoła powściągliwości ma jedną konsekwencję, którą warto nazwać wprost, bo bywa zaskoczeniem: jest trudniejsza, nie łatwiejsza. Faktura obiektywu jest wygodnym miejscem, w którym niedoskonałości elementu się chowają — miękkie rogi wybaczają uproszczoną geometrię, mocne ziarno kryje różnice szumu, flara zasłania granicę. Kiedy obraz jest czysty od rogu do rogu, nie ma się za czym schować.
Powściągliwość jako postawa jest stara — dążenie do wiernego obrazu towarzyszy fotografii od początku. Ale powściągliwość jako osiągalny stan jest zdobyczą ostatnich dekad, i warto rozumieć, co po kolei ją umożliwiło, bo każdy z tych kroków opisywały wcześniejsze części tej książki.
Powłoki zabrały flarę i ghosty, obniżając odbicie z każdej powierzchni o rząd wielkości — mechanizm opisuje Rozdział 24. Przed nimi obiektyw o kilkunastu powierzchniach po prostu nie mógł być kontrastowy.
Szkła o niskiej dyspersji zabrały kolorowe obwódki, bo pozwoliły dobrać pary o dużej różnicy liczby Abbego przy zbliżonym współczynniku załamania. To jest treść Rozdziału 15.
Powierzchnie asferyczne zabrały aberrację sferyczną i komę, bo jedna taka powierzchnia robi to, co wcześniej wymagało kilku sferycznych — a każda usunięta soczewka to mniej odbić i mniejsza masa.
Projektowanie obliczeniowe zabrało resztę. Optymalizacja układu o kilkunastu powierzchniach z siedmioma wadami do zbalansowania jest zadaniem, którego nie da się rozwiązać ołówkiem — i to jest powód, dla którego szkło z ostatnich dekad jest jakościowo inne, a nie tylko lepsze.
Wniosek historyczny warto zapamiętać, bo porządkuje całą Część VIII: szkoła powściągliwości korzysta z tego, co technika zdobyła, a szkoła faktury z tego, co przy okazji straciła. Nie są to więc dwa gusta, tylko dwie strony tej samej przemiany.
Rozpoznanie tej szkoły polega na zauważeniu nieobecności, co jest trudniejsze niż zauważenie obecności. Poniższa lista podaje, czego szukać — i czego brak jest sygnałem.
Warto przy tej liście pamiętać o ograniczeniu, które sama sobie narzuca. Każdą z sześciu pozycji da się dziś usunąć w postprodukcji — brak winiety w gotowym filmie nie dowodzi, że obiektyw jej nie miał. Wnioski o szkle wyciąga się z materiału surowego, a z gotowego wyciąga się wnioski o zamiarze, i to jest inna, choć równie ciekawa informacja.
Dla pracy z plate'em ma to konsekwencję praktyczną: plate wygląda inaczej niż ujęcie, do którego trafi. Element dopasowuje się do plate'u, a nie do referencji z gotowego filmu — bo między jednym a drugim stoi cała korekcja, która część sygnatur usunęła, a część mogła dołożyć.
Nie dodawaj sygnatur „dla realizmu”, jeśli plate ich nie ma. Element z widoczną flarą albo winietą w ujęciu, które ich nie ma, jest bardziej obcy niż element zupełnie czysty. Realizm polega tu na zgodności z konkretnym materiałem, a nie z ogólnym wyobrażeniem o filmie.
Zmierz, ile sygnatury naprawdę jest. Nawet najostrzejsze szkło ma jakieś winietowanie i jakąś dystorsję — po prostu małą. Protokoły z Dodatku P i Dodatku V podają liczby, a nie wrażenia.
Przy czystym plate'cie sprawdzaj geometrię dwa razy uważniej. Skoro nic nie zasłania brzegów kadru, błąd kąta widzenia albo wysokości kamery będzie tam widoczny wprost. To jest ta praca, którą faktura w innych filmach wykonuje za ciebie.
Druga postawa przyjmuje dokładnie odwrotne założenie: że ślad przyrządu jest częścią obrazu, a nie zanieczyszczeniem. Następny rozdział pokazuje, że i ona ma swoją konsekwencję i swoją cenę — a widget z tej strony wraca tam z drugą kolumną wypełnioną.
Szkoła powściągliwości dąży do przezroczystości przyrządu. Warto zobaczyć, dlaczego jest to dążenie asymptotyczne, a nie osiągalny stan — i dlaczego nawet najlepsze szkło ma charakter, tylko słabszy.
Dyfrakcja nie znika nigdy. Krążek Airy'ego ma średnicę 2,44·λ·N i jest własnością otworu, nie jakości wykonania. Przy T/2,8 i świetle zielonym daje to 3,8 µm — poniżej rozmiaru piksela, więc niewidoczne; ale przy T/11 już 15 µm, czyli więcej niż piksel, i wtedy najlepszy obiektyw świata jest miękki. Powściągliwość ma tu twardą granicę: im głębsza ostrość, tym mniej ostry obraz, i nie da się mieć obu naraz.
Odbicia nie znikają, tylko maleją. Powłoka ćwierćfalowa sprowadza odbicie z około czterech procent na powierzchnię do ułamka procenta, ale nie do zera — a przy kilkunastu powierzchniach suma nadal jest mierzalna. Nowoczesny obiektyw ma flarę słabą i o innym charakterze, nie nie ma jej wcale.
Winietowanie naturalne wynika z geometrii. Cos⁴θ nie zależy od konstrukcji, więc dwudziestka czwórka na pełnej klatce traci w rogu 1,7 działki niezależnie od tego, ile kosztowała. Konstruktor może to częściowo skompensować kształtem źrenicy, ale nie może usunąć.
Korekcja jest kompromisem, nie rozwiązaniem. Pięć wad Seidla i dwie chromatyczne dają siedem rzeczy do poprawienia i skończoną liczbę stopni swobody. Każdy projekt wybiera, którą wadę zostawić — a ten wybór jest tym, co odróżnia dwa równie dobre obiektywy od siebie.
Wniosek jest taki, że „neutralne” szkło to szkło, którego charakter mieści się poniżej progu zauważalności w typowych warunkach — a nie takie, które charakteru nie ma. Postawcie je pod słońce, otwórzcie do końca albo przymknijcie do f/16, a charakter pokaże się natychmiast.
Dla compu wynika stąd rzecz praktyczna: także czysty plate ma zmierzalną sygnaturę, i warto ją zmierzyć zamiast zakładać zero. Winieta o pół działki, dystorsja 0,3 procenta i lekka aberracja przy brzegach to nie jest „brak” — to są liczby, które element też powinien mieć.