Światło nie zatrzymuje się w emulsji. Przechodzi ją, odbija się od spodu podłoża i naświetla ją drugi raz — od tyłu. Stąd obwódka, i stąd jej kolor.
Warstwa czuła nie pochłania całego padającego światła. Część przechodzi ją na wylot i trafia na przezroczyste podłoże — kawałek plastiku o grubości ułamka milimetra. Na jego tylnej powierzchni, na granicy z powietrzem, obowiązuje ten sam Fresnel, co wszędzie indziej: kilka procent zawraca.
Zawrócone światło wraca w warstwę czułą i naświetla ją po raz drugi. Kluczowe jest to, że wraca rozproszone i rozbieżne, a nie w to samo miejsce: przebyło podłoże dwa razy pod różnymi kątami, więc rozłożyło się na obszarze znacznie szerszym niż pierwotna plamka. Stąd obwódka wokół jasnych miejsc, a nie ich rozmycie.
Taśma filmowa miała na to lekarstwo: warstwę antyhalacyjną nałożoną z tyłu podłoża, pochłaniającą światło, zanim dotrze do granicy z powietrzem. W materiale kinowym była to zwykle czarna warstwa zmywana podczas wywoływania. Halacja występowała więc głównie tam, gdzie warstwa nie nadążała — przy bardzo jasnych źródłach — i to jest powód, dla którego kojarzy się z przepaleniami.
Przekrój negatywu warstwa po warstwie i co się zmienia, gdy warstwy antyhalacyjnej zabraknie — Dodatek O.
Barwa halacji nie jest przypadkiem ani konwencją. Wynika z dwóch niezależnych rzeczy, które obie działają w tę samą stronę.
Pierwszy powód: czerwień przenika głębiej. Rozpraszanie w emulsji, jak każde rozpraszanie na drobinach, jest silniejsze dla fal krótkich. Błękit gubi się w warstwie czułej po drodze; czerwień przechodzi ją znacznie skuteczniej i dociera do podłoża. Do odbicia dolatuje więc światło już przesunięte ku czerwieni.
Drugi powód: kolejność warstw. Negatyw barwny ma emulsje ułożone w ustalonym porządku, a warstwa czuła na czerwień leży najgłębiej — najbliżej podłoża. Światło wracające od spodu trafia więc najpierw i najsilniej właśnie w nią.
Efekt stał się w ostatnich latach szeroko rozpoznawalny za sprawą materiałów, w których warstwę antyhalacyjną usunięto celowo — po to, żeby halacja była mocna i widoczna. To jest ten sam wzorzec, co przy anamorfie w Rozdziale 20: wada usuwana przez sto lat stała się cechą, za którą się dopłaca.
Warto przy tym zauważyć skalę zjawiska, bo tłumaczy, dlaczego obwódka ma taki, a nie inny rozmiar. Podłoże ma grubość rzędu stu kilkudziesięciu mikrometrów, a światło przebywa je dwa razy — więc rozproszenie rozkłada się na obszarze porównywalnym z tą odległością. Przeliczone na kadr daje obwódkę o promieniu rzędu kilkudziesięciu mikrometrów na negatywie, czyli kilkudziesięciu pikseli po skanie w wysokiej rozdzielczości.
Stąd wniosek praktyczny, który bywa zaskoczeniem: rozmiar halacji w pikselach zależy od rozdzielczości skanu, a nie od tego, co było w kadrze. Ten sam negatyw zeskanowany w 2K i w 6K daje obwódkę o tym samym rozmiarze fizycznym, ale trzykrotnie różnej liczbie pikseli. Przy dopasowywaniu elementu do materiału z taśmy trzeba więc znać rozdzielczość skanu, a nie tylko rozdzielczość dostawy.
Odpowiedź brzmi: tak, i to z tego samego powodu. Matryca też nie jest czarną dziurą — jest stosem warstw, a pod fotodiodą leżą ścieżki metalizacji i krzemowe podłoże, które odbijają.
Światło, które przeszło przez fotodiodę bez pochłonięcia, odbija się od tych warstw i wraca — do tego samego piksela albo do sąsiednich. Objawy są rozpoznawalne i takie same jak na taśmie: poświata wokół bardzo jasnych źródeł, przesunięta ku czerwieni, bo krzem pochłania czerwień słabiej niż błękit i to ona przenika najgłębiej.
Skala zjawiska zależy od budowy matrycy. Konstrukcje z oświetleniem od tyłu, w których metalizacja leży pod fotodiodą, a nie nad nią, mają je słabsze. Nie znika jednak nigdy — bo krzem ma wysoki współczynnik załamania, a przy wysokim współczynniku odbicie na granicy jest silne, dokładnie jak liczy Rozdział 3.
Różnica skali jest przy tym duża i warto o niej pamiętać przy ocenie materiału. Podłoże taśmy ma grubość liczoną w setkach mikrometrów, a stos matrycy w jednostkach — więc obwódka cyfrowa jest o rząd wielkości węższa od tej z taśmy. Czyta się ją jako lekkie zmiękczenie krawędzi przepalenia, a nie jako wyraźną poświatę. Kto szuka w cyfrowym plate'cie halacji filmowej, nie znajdzie jej — bo tam jej nie ma, choć samo zjawisko występuje.
Warto rozdzielić halację od dwóch zjawisk, z którymi bywa mylona — a które mają inne przyczyny i inne zachowanie.
| Zjawisko | Gdzie powstaje | Kształt | Barwa | Reaguje na |
|---|---|---|---|---|
| Veiling glare | w obiektywie | cały kadr, bez struktury | neutralna | powłoki, filtry |
| Halacja | za warstwą czułą | obwódka wokół świateł | czerwonawa | jasność źródła |
| Blooming | w studni piksela | rozlanie w sąsiednie | zależna od mozaiki | przepełnienie studni |
Trzy różne rzeczy pod jednym potocznym określeniem „świecenie wokół świateł”. Kolumna ostatnia jest tą, która rozstrzyga pomiarem.
Test z ciemnym rogiem rozstrzyga większość przypadków w praktyce. Glare podnosi czerń wszędzie, także daleko od źródła. Halacja zostawia róg czarnym, bo jej zasięg jest ograniczony grubością podłoża — kilkadziesiąt mikrometrów przekłada się na obwódkę o promieniu rzędu kilkudziesięciu pikseli, a nie na pół kadru. Blooming w ogóle nie ma ogona: ma ostre krawędzie i kształt narzucony siatką pikseli.
Halację odtwarza się w compie najczęściej jednym suwakiem opisanym „glow” — i dlatego najczęściej źle. Prawdziwa halacja ma cztery cechy, których zwykła poświata nie ma, i każda z nich jest tania do dodania.
Próg jest wysoki. Halacja pojawia się wokół miejsc przepalonych albo bliskich przepalenia, a nie wokół wszystkiego jasnego. To jest ten sam błąd, co przy gwiazdkach z Rozdziału 25: maska wycięta zbyt nisko daje efekt wszędzie.
Barwa jest przesunięta ku czerwieni, ale nie jest czerwona. Poświata ma zwykle barwę źródła zmieszaną z czerwienią — biała lampa daje obwódkę pomarańczową, a nie karminową. Nasycenie jest umiarkowane, z tego samego powodu, co przy powłokach w Rozdziale 24.
Profil ma ostrą krawędź w środku i długi ogon. Rozproszenie w podłożu nie jest gaussowskie — jest sumą odbić pod wieloma kątami, więc opada wolniej niż krzywa dzwonowa. Dwie warstwy rozmycia o różnym promieniu, dodane z różną wagą, przybliżają to znacznie lepiej niż jedno rozmycie.
Element leży pod ziarnem. Halacja powstaje w warstwie czułej, więc ziarno z Rozdziału 29 nakłada się na nią, a nie odwrotnie. Poświata dodana po ziarnie wygląda jak nałożona na obraz, bo jest gładka tam, gdzie wszystko inne ma strukturę.
Różnica między tymi dwiema krzywymi jest w praktyce ważniejsza niż dobór jasności. Rozmycie gaussowskie ma określony zasięg i za nim nie ma nic; halacja dochodzi do zera powoli i jej ogon sięga kilkakrotnie dalej niż jądro. Właśnie ten ogon daje wrażenie, że światło „wsiąka” w materiał, a jego brak sprawia, że poświata czyta się jako nałożona.
Praktyczna realizacja jest banalna: dwie warstwy rozmycia zamiast jednej. Jedna wąska i mocna, druga cztery–pięć razy szersza i kilkakrotnie słabsza. Suma dwóch krzywych dzwonowych o bardzo różnych szerokościach przybliża profil z ogonem znacznie lepiej niż jakiekolwiek strojenie pojedynczego rozmycia.
Ostatnia uwaga o kolejności, bo różni się od reszty tej książki. Halacja jest jedynym zjawiskiem z Części V i VI, które powstaje za warstwą rejestrującą. W łańcuchu compu idzie więc po całej optyce i po flarze, ale przed ziarnem i przed korekcją — dokładnie w tym samym miejscu, co szum z Rozdziału 27.
Sprawdź, czy poświata ma obwódkę, czy jest wszędzie. Halacja otacza konkretne jasne miejsca i zanika z odległością od nich. Veiling glare podnosi czernie także tam, gdzie w pobliżu nie ma nic jasnego. Jedno spojrzenie na ciemny róg kadru rozstrzyga, z czym masz do czynienia — i czym to odtwarzać.
Nie dodawaj halacji do renderu, jeśli plate jest cyfrowy i czysty. Nowoczesne matryce mają ją słabą, a ujęcie bez niej z elementem, który ją ma, wygląda gorzej niż odwrotnie. Halacja jest cechą materiału, nie normą — sprawdź, czy w plate'cie w ogóle występuje.
Przy materiale z taśmy sprawdź obwódkę w kanałach osobno. Kanał czerwony ma ją najszerszą, zielony węższą, niebieski prawie żadną. Ta proporcja jest podpisem halacji i odtworzenie jej w trzech kanałach osobno kosztuje tyle samo, co w jednym, a wygląda nieporównanie lepiej.
Halacja jest strukturą, którą nośnik dokłada do obrazu. Nie jedyną — jest jeszcze ta, która pokrywa cały kadr i którą wszyscy próbują podrobić. W następnym rozdziale zobaczymy, dlaczego ziarno nie jest szumem, dlaczego szum gaussowski nigdy nie wygląda jak taśma i co trzeba zmienić, żeby zaczął.
Trzy zjawiska dają się rozdzielić trzema testami, z których każdy wymaga dwóch ujęć i żaden nie wymaga sprzętu pomiarowego.
Test zasięgu. Zmierz jasność czerni w rogu kadru przy jasnym źródle i bez niego. Różnica to veiling glare: dotyczy całego kadru. Jeśli różnicy nie ma, a poświata wokół źródła jest, masz halację albo blooming.
Test ekspozycji. Nakręć to samo źródło raz poprawnie, raz o dwie działki jaśniej. Halacja urośnie mniej więcej proporcjonalnie do jasności źródła. Blooming pojawi się skokowo — dopóki studnia się nie przepełni, nie ma go wcale, a po przepełnieniu narasta gwałtownie. To jest test najpewniejszy, bo zachowania progowego nie da się pomylić z liniowym.
Test kanałów. Obejrzyj poświatę w trzech kanałach osobno. Halacja jest wyraźnie szersza w czerwonym niż w niebieskim — z obu powodów opisanych w rozdziale. Blooming rozlewa się zgodnie z geometrią mozaiki, więc bywa najsilniejszy w zielonym, bo zielonych pikseli jest dwa razy więcej. Glare nie ma preferencji barwnej poza tą, którą wnoszą powłoki.
Jest jeszcze czwarty przypadek, o którym warto wiedzieć, bo bywa mylony z halacją, a nie jest niczym z tej trójki: rozproszenie na brudnym filtrze albo na przedniej soczewce. Zachowuje się jak glare, ale ma strukturę — smugi, plamy, kierunkowe rozmycia zgodne z zabrudzeniem. Rozpoznaje się je po tym, że nie jest obrotowo symetryczne wokół źródła i że w drugim ujęciu z inną pozycją kamery wygląda tak samo.