Zmierzchy · 3Granat · od ozonuCień Ziemi · rośniePas Wenus · nad nim
Rozdział 7 / Kolory nieba

Zmierzch: najlepsza godzina dnia

Różowa wstęga nad wschodnim horyzontem to nie cień Ziemi. Cień jest tym szarym pasem pod nią — i właśnie patrzymy, jak rośnie.

TL;DR
Struktura · trzy zmierzchy

Ciemność przychodzi w trzech ratach

Dla większości z nas po zachodzie „robi się ciemno" i to jest cały opis. Tymczasem żeglarze, astronomowie i wojskowi od stuleci używają trzech osobnych progów, bo każdy z nich oznacza coś zupełnie innego w praktyce. Progi wyznacza jedna liczba: jak głęboko pod horyzontem jest w danej chwili Słońce.

Zmierzch cywilny trwa, dopóki Słońce nie zejdzie sześć stopni pod horyzont. Przez ten czas widać jeszcze bez sztucznego światła — da się czytać, jechać rowerem, rozpoznać twarz. Kończy się mniej więcej wtedy, gdy zapalają się latarnie.

Zmierzch żeglarski ciągnie się do dwunastu stopni. Nazwa nie jest przypadkowa: to okres, w którym jednocześnie widać już jasne gwiazdy i jeszcze linię horyzontu — a dokładnie te dwie rzeczy naraz są potrzebne, żeby zmierzyć sekstantem wysokość gwiazdy nad horyzontem. Cała nawigacja astronomiczna mieści się w tym oknie.

Zmierzch astronomiczny kończy się na osiemnastu stopniach. Dopiero wtedy niebo jest naprawdę czarne i widać najsłabsze obiekty. Warto zauważyć, że w Polsce w czerwcu ten moment w ogóle nie nadchodzi — Słońce nie schodzi dostatecznie głęboko, więc mamy tak zwane białe noce i przez kilka tygodni po prostu nie da się obserwować słabych mgławic.

Trzy zmierzchyprzesuń Słońce pod horyzont
3° · zmierzch cywilny
horyzont −6° koniec cywilnego −12° koniec żeglarskiego −18° koniec astronomicznego 0° co jeszcze widać kolor prostokąta to przybliżenie barwy nieba w zenicie
Prostokąt zmienia kolor tak, jak zmienia się niebo. Zwróćmy uwagę, że granat pojawia się dopiero po zejściu Słońca poniżej horyzontu — nie wcześniej.
Sprawdzenie · najczęściej mylona przyczyna

Granat błękitnej godziny robi ozon

Błękitna godzina to ten moment po zachodzie, kiedy niebo nabiera głębokiego, nasyconego granatu — koloru, którego nie widać o żadnej innej porze doby. Fotografowie miasta polują na nią, bo jest jedyną chwilą, gdy jasność nieba i jasność świateł w oknach są porównywalne.

Naturalne wyjaśnienie brzmi: to po prostu resztka rozpraszania Rayleigha, słabnący błękit z Rozdziału 5. Brzmi rozsądnie i pojawia się nawet w porządnych źródłach popularnonaukowych. Jest jednak w większości błędne.

Mit

Błękitna godzina to po prostu ostatnie resztki rozpraszania na cząsteczkach powietrza.

Główną przyczyną jest pochłanianie przez ozon. Ozon ma szerokie, słabe pasmo pochłaniania, czyli zakres barw, które zjada, obejmujące żółć, pomarańcz i czerwień, najsilniejsze przy około 600 nm — nazywa się pasmem Chappuis. Gdy Słońce jest pod horyzontem, światło docierające do nas przebywa bardzo długą drogę przez warstwę ozonową w stratosferze i traci tam ciepłe barwy. Zostaje błękit.

Oba wyjaśnienia dają ten sam kolor, więc pomyłka nie boli praktycznie. Ale prowadzi w złą stronę: gdyby chodziło o zwykłe rozpraszanie, kolor powinien blednąc razem z jasnością. Tymczasem granat błękitnej godziny jest bardziej nasycony niż niebo w dzień, nie mniej.

To ładny przykład czegoś, o czym była mowa w Rozdziale 5: to samo zjawisko może mieć kilka przyczyn i wybranie tej najbardziej oczywistej nie zawsze wystarcza. Ozon, który kojarzymy głównie z tarczą przeciw ultrafioletowi, okazuje się przy okazji odpowiadać za jeden z ładniejszych kolorów, jakie można zobaczyć nad polskim miastem.

Pasmo Chappuis spotkaliśmy już w Rozdziale 3, przy pytaniu, z czego cząstka jest zrobiona. Dlaczego ozon zjada coś ze światła widzialnego, a zwykły tlen nie? Tlen to dwa atomy związane mocno i symetrycznie, więc jego elektrony dają się rozkołysać w rezonansie, czyli w swoim ulubionym tempie, dopiero przez daleki ultrafiolet. Ozon to trzy atomy tlenu zgięte w literę V, związane słabiej — i jego rezonanse zeszły bliżej światła: silne w bliskim ultrafiolecie, a jeden słaby aż w środku widma. Ta sama pierwiastkowa materia, inna budowa, inny kolor.

↓ Dodatek F — geometria zmierzchu, cień Ziemi i pasmo Chappuis
Obserwacja · dwie wstęgi, nie jedna

Cień Ziemi i Pas Wenus

Teraz najlepsza rzecz w tym rozdziale, i taka, którą można zobaczyć praktycznie codziennie, jeśli tylko się wie, gdzie patrzeć. Przy zachodzie odwróćmy się plecami do Słońca i spójrzmy na wschodni horyzont.

Zobaczymy tam dwie poziome wstęgi jedna nad drugą. Na dole, tuż nad linią horyzontu, ciemny szarosiny pas o wyraźnej górnej krawędzi. Nad nim, wyraźnie oddzielony, pas różowy albo brzoskwiniowy, przechodzący wyżej w zwykły błękit.

To są dwie zupełnie różne rzeczy i większość ludzi — łącznie z wieloma podpisami pod zdjęciami — nazywa je wspólnie „cieniem Ziemi". Rozdzielmy je porządnie.

Dolny, szary pas to naprawdę cień Ziemi. Dosłownie: patrzymy na własną planetę rzucającą cień na własną atmosferę. Powietrze w tym obszarze nie dostaje już bezpośredniego światła słonecznego, więc nie ma czym świecić i widzimy je ciemniejsze.

Górny, różowy pas to Pas Wenus — powietrze wciąż oświetlone, ale światłem, które przeszło przez całą grubość atmosfery po drugiej stronie planety. Czyli światłem już zaczerwienionym, dokładnie z tego samego powodu, co zachód w Rozdziale 6. Ta czerwień rozprasza się z powrotem ku nam i miesza z resztką błękitu nieba — a mieszanka czerwieni z błękitem daje róż.

Najciekawsze jest to, że można obserwować ruch. Zaraz po zachodzie cień Ziemi jest niski i wąski; w ciągu kolejnych kilkunastu minut wyraźnie rośnie, wspina się po niebie i wypycha Pas Wenus coraz wyżej, aż oba się rozmyją. Patrzymy wtedy dosłownie na to, jak noc przesuwa się po planecie — z prędkością, którą da się zmierzyć wyciągniętą ręką.

Cień Ziemi i Pas Wenusprzesuń czas po zachodzie
10 min · cień na ok. 7° nad horyzontem
horyzont wschodni CIEŃ ZIEMI · szary PAS WENUS · różowy zwykłe niebo 0° 10° 20° 30° wyciągnięta pięść to około 10° — da się tym zmierzyć wzrost cienia
Cień rośnie mniej więcej stopień na minutę. To najprostszy sposób, żeby zobaczyć obrót Ziemi gołym okiem.

Skąd bierze się cień Ziemi — geometria od zewnątrz

To, co z ziemi wygląda jak szara wstęga nad horyzontem, z zewnątrz jest po prostu stożkiem cienia planety. Przeciągnij, żeby obejrzeć z boku.

przeciągnij, żeby obrócić · Ctrl+kółko przybliża
Ten widget potrzebuje WebGL Diagram powyżej pokazuje to samo z perspektywy obserwatora na ziemi — a to jest ta perspektywa, którą realnie zobaczymy wieczorem.

Bursztynowe strzałki to światło słoneczne. Ciemny stożek za planetą to jej cień. Biała kropka to my — i kiedy przekraczamy krawędź terminatora, cień, w który właśnie weszliśmy, staje się dla nas widoczny nad przeciwnym horyzontem. Patrzymy wtedy wzdłuż własnego cienia.

Widać stąd też, dlaczego Pas Wenus jest zawsze nad cieniem, nigdy pod nim: różowa warstwa to powietrze na tyle wysokie, że stożek jeszcze go nie objął.

Program wieczoru · co pojawia się i w jakiej kolejności

Zmierzch ma stały porządek zdarzeń

Zmierzch jest dla obserwatora najbardziej zagęszczoną częścią doby: w ciągu czterdziestu minut pojawia się na niebie więcej rzeczy niż przez całą resztę dnia i nocy. I pojawiają się w bardzo powtarzalnej kolejności, co warto znać, bo dzięki temu wiadomo, na co czekać.

Jeszcze przed zachodem — jeśli powietrze jest czyste, na wschodzie widać już zaczątek cienia Ziemi. Warto rzucić okiem, zanim zrobi się wyraźny.

Kilka minut po — pojawia się Wenus, jeśli akurat jest wieczorną gwiazdą. Bywa tak jasna, że regularnie trafia na policję jako zgłoszenie niezidentyfikowanego obiektu. Zaraz po niej Jowisz.

Dziesięć do dwudziestu minut — cień Ziemi i Pas Wenus w pełnej krasie, chmury wysokiego piętra świecą pomarańczem, zaczyna się błękitna godzina. To najbogatszy wizualnie moment całej doby.

Dwadzieścia do czterdziestu minut — przelatują satelity. Są dobrze widoczne właśnie teraz i tylko teraz: my jesteśmy już w cieniu, a one na wysokości kilkuset kilometrów wciąż w słońcu. Świecą odbitym światłem i przesuwają się miarowo, bez migania — to jest różnica wobec samolotu. Najjaśniejsza jest Międzynarodowa Stacja Kosmiczna, która potrafi przewyższyć Wenus.

Po godzinie — poza miastem widać Drogę Mleczną, a jesienią i wiosną, przy wyjątkowo czystym niebie, także światło zodiakalne: bardzo słaby, skośny stożek jasności wzdłuż ekliptyki. To światło słoneczne rozproszone na pyle międzyplanetarnym — czyli dokładnie ten sam mechanizm co w Rozdziale 3, tylko z pyłem zamiast powietrza i w skali Układu Słonecznego.

Zwróćmy uwagę na jedną wspólną cechę satelitów, Pasa Wenus i chmur świecących po zachodzie: wszystkie trzy są widoczne dlatego, że są wyżej niż my, więc dla nich Słońce jeszcze nie zaszło. Zmierzch jest w gruncie rzeczy godziną, w której wysokość zaczyna mieć znaczenie.

Rzadkość · kiedy niebo robi się fioletowe

Purpurowe światło po erupcjach

Raz na kilkanaście lat zdarza się w Polsce zjawisko, które łatwo przegapić, jeśli się nie wie, że istnieje: mniej więcej dwadzieścia minut po zachodzie całe zachodnie niebo zapala się głęboką, nienaturalną purpurą — kolorem, którego przy zwykłym zmierzchu po prostu nie ma.

To purpurowe światło, i jest skutkiem drobnych kropelek kwasu siarkowego zawieszonych w stratosferze po wielkiej erupcji wulkanicznej. Warstwa ta leży na wysokości dwudziestu kilku kilometrów, czyli znacznie wyżej niż pogoda, i jest oświetlana jeszcze długo po tym, jak dolna atmosfera weszła w cień. Rozproszone na niej czerwone światło miesza się z błękitem wciąż świecącej wyżej warstwy — i wychodzi purpura.

Po Pinatubo w 1991 roku widywano to w Europie przez kilkanaście miesięcy. Warto znać ten kolor, bo jest to jeden z niewielu przypadków, gdy patrząc w polskie niebo, widzimy skutek zdarzenia po drugiej stronie planety.

Z praktyki

Kiedy jest błękitna godzina. Zaczyna się mniej więcej wtedy, gdy Słońce jest cztery stopnie pod horyzontem, i trwa do jakichś ośmiu. W Polsce oznacza to od dwudziestu minut zimą do niemal godziny w czerwcu. Praktycznie: dwadzieścia do czterdziestu minut po zachodzie — a najlepsza chwila na zdjęcie miasta wypada wtedy, gdy jasność nieba zrówna się z jasnością okien, czyli zwykle w środku tego okna.

Cień Ziemi widać znacznie częściej, niż się wydaje. Nie wymaga żadnych szczególnych warunków poza jednym: czystym wschodnim horyzontem i brakiem chmur w tamtej stronie. Wystarczy po zachodzie odwrócić się i spojrzeć nisko. Zdumiewająco wiele osób nigdy tego nie zrobiło, bo cały zmierzch spędza wpatrzone w stronę, gdzie zaszło Słońce.

Mierzenie ręką. Wyciągnięta na całą długość ramienia pięść to około dziesięć stopni, palec wskazujący około jednego, rozstawiona dłoń około dwudziestu. Można tym sprawdzić, jak szybko rośnie cień Ziemi — wychodzi mniej więcej jedna pięść na dziesięć minut. To ta sama linijka, której użyjemy przy tęczy i halo.

Słowniczek
zmierzch cywilny
Od zachodu do 6° Słońca pod horyzontem. Widać jeszcze bez sztucznego światła.
zmierzch żeglarski
Od 6° do 12°. Widać jednocześnie gwiazdy i horyzont — okno dla nawigacji astronomicznej.
zmierzch astronomiczny
Od 12° do 18°. Po nim niebo jest w pełni ciemne. W Polsce w czerwcu nie występuje.
błękitna godzina
Okres głębokiego granatu po zachodzie, mniej więcej między 4° a 8° pod horyzontem.
pasmo Chappuis
Szerokie pasmo pochłaniania ozonu w żółci i czerwieni. Odpowiada za granat błękitnej godziny.
cień Ziemi
Szarosiny pas nad wschodnim horyzontem po zachodzie: obszar atmosfery, do którego nie dociera już bezpośrednie światło Słońca.
Pas Wenus
Różowa wstęga nad cieniem Ziemi. Powietrze oświetlone światłem, które przeszło przez całą atmosferę i zaczerwieniło się po drodze.
purpurowe światło
Rzadka purpurowa poświata kilkanaście minut po zachodzie, wywołana aerozolem wulkanicznym w stratosferze.
Idź głębiej
Dodatek C — Rozpraszanie w liczbach: pasmo Chappuis i inne pasma pochłaniania Dodatek F — Geometria zmierzchu, cień Ziemi i ozon Dodatek X — Fotografia nieba Dodatek Y — Tak to robi Blender: Sky Texture i suwak Sun Elevation