Kocie oko, wielokąt, obrączka, cebulka, pączek, mydlana bańka i wir — każdy kształt z przyczyną, konstrukcją, która go daje, i sposobem odtworzenia w compie.
Skąd w ogóle bierze się kształt krążka i dlaczego rozkład jasności w nim jest ważniejszy od obrysu — Rozdział 9.
Najprostszy przypadek, omówiony już w Rozdziale 6: przymknięta przysłona jest wielokątem o tylu bokach, ile ma listków, więc krążek też. Przy pełnym otwarciu listki chowają się poza oprawę i kształt wyznacza okrągła tuleja — dlatego bokeh jest najbardziej okrągłe przy najszerszej przysłonie i kanciej z każdym przymknięciem.
Producenci walczą z tym, zakrzywiając krawędzie listków. Nigdy nie wychodzi z tego dokładne koło — przy przymknięciu o dwie–trzy przysłony wielokąt zaczyna być widoczny nawet w konstrukcjach reklamowanych jako „okrągła przysłona”.
Omówione w Rozdziale 7. Poza osią oprawy obiektywu obcinają źrenicę, więc krążek staje się soczewkowaty, a jego oś wskazuje na środek kadru. Znika po przymknięciu przysłony, bo przymknięta przysłona jest mniejsza od otworów opraw.
Obiektyw katadioptryczny, czyli lustrzany, ma na środku wtórne lustro zasłaniające oś. Jego źrenica jest więc pierścieniem, a nie kołem — i krążki nieostrości wychodzą pączkowate, z dziurą w środku. Jest to najbardziej rozpoznawalny podpis konstrukcji w całej optyce i zarazem powód, dla którego lustrzanek prawie nikt nie lubi.
Wart uwagi jest tu mechanizm, bo wróci w Rozdziale 18: to nie jest wada wykonania, tylko nieusuwalna cena tego, że światło musi wejść i wyjść tą samą stroną układu.
Koncentryczne pierścienie wewnątrz krążka, przypominające słoje. Biorą się z powierzchni asferycznych produkowanych metodą prasowania albo szlifowania z posuwem: pozostają na nich mikroskopijne pierścieniowe nierówności, niewidoczne w obrazie ostrym, ale powiększane przez rzut na krążek nieostrości.
Jest w tym pewna ironia: cebulki występują częściej w obiektywach nowoczesnych i drogich niż w starych i tanich, bo to właśnie te pierwsze używają asfer. Wada bierze się z rozwiązania, nie z zaniedbania.
Jest efekt, który w ostatniej dekadzie zrobił karierę i sprzedał tysiące radzieckich obiektywów z lat sześćdziesiątych: tło zakręcone w wir wokół środka kadru, jakby ktoś obrócił zdjęcie w wodzie. Nazywa się swirly bokeh i — jak większość rzeczy w tej książce — nie jest efektem, tylko sumą dwóch wad, z których żadna sama by go nie dała.
Pierwsza to obcięcie mechaniczne, znane już z Rozdziału 7. Krążki poza środkiem kadru stają się soczewkowate, a ich osie układają się promieniście. Samo to daje efekt „ciągnięcia ku środkowi”, ale jeszcze nie wir.
Druga to krzywizna pola, o której szerzej w Rozdziale 12. Obiektyw o niekorygowanej krzywiźnie ustawia ostrość nie na płaszczyźnie, tylko na czaszy — więc im dalej od środka kadru, tym płaszczyzna ostrości leży bliżej kamery. Punkt tła, który w środku kadru byłby lekko nieostry, przy krawędzi jest nieostry znacznie bardziej, a do tego po drugiej stronie ostrości.
Złóż jedno z drugim i dostajesz wir: krążki rosnące ku brzegom, coraz mocniej ścięte i coraz bardziej pochylone. Oko odczytuje ten układ jako ruch obrotowy, choć żaden element obrazu nie jest obrócony.
Warto zauważyć konsekwencję praktyczną: wir znika po przymknięciu przysłony, i to z obu powodów naraz. Przymknięcie usuwa obcięcie mechaniczne i jednocześnie zwiększa głębię na tyle, że krzywizna pola przestaje być widoczna. Obiektyw kupiony dla wiru trzeba więc trzymać otwarty — a to znaczy godzić się na wszystkie jego pozostałe wady przy pełnym otworze.
To samo tłumaczy, dlaczego wir jest silniejszy na większym formacie. Efekt narasta z odległością od osi, a większa matryca sięga dalej w pole obrazu — dlatego ten sam obiektyw daje na pełnej klatce wyraźny wir, a na Super 35 ledwie zauważalne ciągnięcie.
Dwa ostatnie kształty nie biorą się z żadnej przesłony ani oprawy. Biorą się ze stanu korekcji sferycznej — czyli z tego samego zjawiska, które opisuje Rozdział 11, tylko oglądanego od strony tła zamiast od strony ostrości.
Kiedy zewnętrzne strefy źrenicy ogniskują bliżej niż strefy środkowe, światło z brzegu źrenicy zbiera się na obwodzie krążka. Powstaje obrączka: jasny pierścień przy krawędzi, ciemniejszy środek. Gdy zjawisko jest silne, pierścień robi się wąski i ostro odcięty, a krążek zaczyna wyglądać jak mydlana bańka — kontur jasny, wnętrze prawie puste.
Jest to podpis konstrukcji prostych: trójek i innych układów o niewielu soczewkach, w których nie ma czym skorygować sferycznej. Efekt czyta się jako „vintage” i bywa dziś zamawiany celowo — ale nie jest ozdobą doklejoną do obiektywu, tylko bezpośrednim obrazem tego, jak źle ten obiektyw skupia światło.
Najważniejsza konsekwencja praktyczna jest taka, że kształt odwraca się między przodem a tyłem. Obiektyw dający bańki w tle daje w przedplanie krążki gasnące ku brzegom, i odwrotnie. Wynika to wprost z geometrii: krążek przed płaszczyzną ostrości jest przekrojem tego samego stożka po drugiej stronie zbiegu, więc strefy źrenicy zamieniają się w nim miejscami. Dlatego nie istnieje obiektyw z ładnym bokeh — istnieje obiektyw z ładnym bokeh w tle albo w przedplanie.
Stąd też bierze się reguła, którą warto mieć w głowie przy ocenie plate'u: jeśli w ujęciu tło ma wyraźne obrączki, a przedplan jest miękki, to nie jest przypadek ani zasługa dwóch różnych narzędzi. To jedna właściwość jednego szkła, oglądana z dwóch stron.
Wszystkie kształty razem, z jedną kolumną, która jest w praktyce najważniejsza. Reakcja na przymknięcie przysłony rozstrzyga o przyczynie — bo przymknięcie zmniejsza źrenicę, więc kasuje wszystko, co bierze się z jej brzegu albo z obcinania przez oprawy, a nie rusza tego, co siedzi w środku układu.
| Kształt | Przyczyna | Po przymknięciu | Odtworzenie |
|---|---|---|---|
| Wielokąt | listki przysłony | nasila się | wielokątna maska źrenicy |
| Koło | pełny otwór, listki schowane | znika | domyślny dysk |
| Kocie oko | obcięcie przez oprawy | znika | maska zależna od pozycji w kadrze |
| Obrączka | przekorygowana sferyczna | słabnie | gradient jasny przy brzegu |
| Mydlana bańka | silnie przekorygowana sferyczna | słabnie | wąski jasny pierścień |
| Kremowy | niedokorygowana sferyczna | słabnie | gradient gasnący ku brzegom |
| Pączek | lustro wtórne na osi | bez zmian | czarne koło na środku |
| Cebulka | prążki po szlifowaniu asfery | bez zmian | koncentryczne prążki |
| Wir | obcięcie plus krzywizna pola | znika | maska obracana promieniowo |
Kolumna „po przymknięciu” dotyczy przymknięcia o dwie–trzy działki od pełnego otworu. Kolumna „odtworzenie” opisuje teksturę źrenicy w rendererze; w compie ta sama mapa działa jako jądro splotu.
Z tabeli wychodzi wniosek, który upraszcza pracę przy dopasowywaniu renderu do plate'u. Trzy kształty przeżywają przymknięcie: wielokąt, pączek i cebulka. Jeśli widzisz je w ujęciu, wiesz coś o samym obiektywie. Cała reszta mówi ci głównie o tym, jak szeroko był otwarty — czyli jest informacją o nastawie, nie o szkle.
Odwrotnie też: jeśli w ujęciu nie ma kociego oka przy krawędziach, obiektyw był przymknięty, i próba odtworzenia tego ujęcia renderem z bardzo płytką głębią rozjedzie się nie tylko w bokeh, ale i w strefie ostrości.
Wszystkie dziewięć wierszy tabeli da się odtworzyć jednym mechanizmem, bo wszystkie są tym samym: obrazem źrenicy. Renderer, który przyjmuje teksturę źrenicy, dostaje w tej teksturze komplet informacji o kształcie i rozkładzie jasności. W compie ta sama mapa jest jądrem splotu.
Trzy rzeczy warto przy tym wiedzieć, bo każda z nich potrafi zepsuć wynik przy poprawnie narysowanej mapie:
Ostatnia uwaga dotyczy rozdzielczości mapy. Cebulki to prążki o skali rzędu jednej setnej średnicy krążka; mapa 64×64 piksele ich nie utrzyma, a mapa 512×512 utrzyma z zapasem. Ponieważ mapa i tak jest liczona raz, nie ma powodu jej oszczędzać — koszt splotu zależy od średnicy rozmycia w pikselach obrazu, a nie od rozdzielczości jądra.