Geometria sześciokąta, kąty łamiące 60° i 90°, orientacje kryształów i mapa nieba z kilkunastoma zjawiskami.
Sześciokątny słupek lodu oferuje światłu dwie pary ścian pod dwoma różnymi kątami. Odchylenie liczy się tak samo jak dla zwykłego pryzmatu:
Dyspersja, czyli zależność współczynnika załamania od barwy: współczynnik załamania lodu wynosi 1,3066 dla czerwieni i 1,3170 dla fioletu. Daje to halo o promieniu 21,54° dla czerwieni i 22,37° dla fioletu — czyli czerwień bliżej Słońca. Rozpiętość jest mała, dlatego barwy halo są blade w porównaniu z tęczą.
Skąd w ogóle ta różnica? Z rezonansów elektronów cząsteczek wody, które leżą w ultrafiolecie. Fiolet jest do nich bliżej niż czerwień, więc kołysze elektronami odrobinę chętniej i w lodzie zwalnia trochę bardziej (Rozdział 3, Dodatek C). Ta sama zależność rozszczepia światło w kroplach tęczy.
Uwaga na kąt graniczny: dla A = 90° promień może wejść tylko pod dość dużym kątem, inaczej ulega całkowitemu odbiciu wewnętrznemu. Dlatego halo 46° jest znacznie słabsze i rzadsze niż 22°.
Kompletne wyświetlenie halo, z kilkunastoma zjawiskami naraz, zdarza się kilka razy w dekadzie i wymaga bardzo jednorodnych kryształów — najczęściej notowane jest na Antarktydzie i w Skandynawii. W Polsce realnie dostępne są: halo 22°, słońca poboczne, łuk styczny, słup świetlny i łuk okołozenitalny.
Płytka lodu spadająca w powietrzu ustawia się poziomo z tego samego powodu, dla którego kartka papieru opada płasko, a nie krawędzią: opór jest największy przy największym przekroju poprzecznym, a każde wychylenie tworzy moment prostujący.
Stabilizacja działa dobrze tylko w wąskim zakresie rozmiarów — dla płytek o średnicy od kilkudziesięciu do kilkuset mikrometrów i przy słabej turbulencji. Dlatego słońca poboczne bywają wyraźne w powietrzu spokojnym, a w turbulentnym rozmywają się w zwykłe halo.
To zresztą wyjaśnia obserwację praktyczną: słońca poboczne najczęściej widuje się zimą przy mroźnej, bezwietrznej pogodzie, a halo 22° o każdej porze roku.