Kąt minimalnego odchylenia, druga tęcza, pas Aleksandra i moment, w którym teoria promieni przestaje wystarczać.
Promień trafiający w kroplę w odległości b od jej osi (mierzonej w promieniach kropli, więc b od 0 do 1) wchodzi pod kątem padania i, gdzie sin i = b. Wewnątrz biegnie pod kątem załamania r, danym prawem Snella:
Całkowite odchylenie promienia po dwóch załamaniach i jednym odbiciu wewnętrznym wynosi:
Kluczowe jest to, że w otoczeniu minimum funkcja jest płaska — mała zmiana b prawie nie zmienia D. Dlatego wiele promieni o różnych b wychodzi pod niemal identycznym kątem i światło się tam spiętrza. To spiętrzenie jest tęczą.
Przy dwóch odbiciach wewnętrznych odchylenie wynosi D = 360° + 2i − 6r, a minimum wypada tak, że kąt widzenia to około 51°.
Każde dodatkowe odbicie zabiera energię, więc tęcza wtórna jest około dziesięć razy słabsza. Tęcze trzeciego i czwartego rzędu istnieją, ale wypadają po stronie Słońca (przy 40° i 45° od niego) i toną w blasku; sfotografowano je po raz pierwszy dopiero w 2011 roku.
Powyższy rachunek traktuje światło jako promienie i przewiduje ostrą granicę jasności przy 42°. Obserwacja pokazuje coś innego: przejście jest rozmyte, a pod fioletowym brzegiem widać czasem wąskie, różowo-zielone prążki.
To łuki nadliczbowe i wynikają z interferencji. Promienie o różnych parametrach zderzenia wychodzą pod tym samym kątem, ale przebyły różne drogi optyczne — więc ich fale nakładają się, w niektórych kątach wzmacniając, w innych wygaszając.
George Airy opisał to w 1838 roku, wprowadzając funkcję nazwaną później jego imieniem. Pełne rozwiązanie wymaga jednak teorii Mie i jest numeryczne.
Praktyczna konsekwencja: łuki nadliczbowe widać tylko przy małych i jednorodnych kroplach, poniżej mniej więcej 1 mm. Przy dużych kroplach prążki różnych rozmiarów nakładają się i znikają. Dlatego widuje się je najczęściej przy mżawce albo na skraju kurtyny deszczu, nie w środku ulewy.