Refrakcja przy horyzoncie, spłaszczenie tarczy, warunki zielonego błysku i dlaczego prawie zawsze potrzebuje mirażu.
Refrakcja atmosferyczna podnosi pozorne położenie obiektu tym silniej, im niżej on jest. Praktycznym przybliżeniem jest wzór Bennetta:
Refrakcja zależy od gęstości powietrza, więc od ciśnienia i temperatury. Powód jest prosty: każda cząsteczka na drodze promienia dokłada swoje rozkołysane falą elektrony, które odrobinę opóźniają światło (Rozdział 3), więc im więcej cząsteczek w każdym litrze, tym większy współczynnik załamania i tym mocniej promień skręca. W bardzo mroźnym powietrzu bywa istotnie większa od wartości standardowych — stąd zjawiska takie jak efekt Nowej Ziemi, gdy Słońce widziano nad horyzontem dwa tygodnie przed jego astronomicznym wschodem po nocy polarnej.
Refrakcja zależy nieznacznie od barwy — bo zieleń i błękit leżą odrobinę bliżej ultrafioletowych rezonansów azotu i tlenu niż czerwień, więc kołyszą ich elektronami trochę chętniej i w powietrzu zwalniają trochę bardziej. Obraz zielony jest podniesiony wyżej niż czerwony o różnicę rzędu 0,3 minuty kątowej przy horyzoncie — czyli o około jedną setną średnicy tarczy. Samo to jest zdecydowanie za mało, żeby cokolwiek zobaczyć gołym okiem.
Dlatego zielony błysk niemal zawsze wymaga drugiego składnika: mirażu, który rozciąga obraz w pionie. Miraż górny (nad zimną wodą) albo dolny (nad ciepłą) potrafi powiększyć pionowo ostatni skrawek tarczy kilkunastokrotnie — i wtedy owa jedna setna średnicy staje się widoczną, zieloną kreską trwającą sekundę lub dwie.
Warunki nad Bałtykiem: czysty horyzont morski, dobra widoczność do samej linii wody, brak chmur nisko nad horyzontem. Najlepsze szanse wiosną, gdy woda jest zimna, a powietrze ciepłe. Patrzymy dopiero na ostatnie sekundy zachodu — wcześniejsze patrzenie spali adaptację i zafunduje powidok.