Wzrost kropli przez zderzenia, proces lodowy, prędkości opadania i prawdziwy kształt kropli deszczu.
Kropelka chmurowa ma 20 µm, kropla deszczu 2 mm. Sto razy większa średnica to milion razy większa objętość. Skraplanie samo w sobie tego nie załatwi: rośnie ono coraz wolniej, bo im większa kropla, tym mniejszy stosunek powierzchni do objętości. Doprowadzenie kropelki do rozmiaru deszczowego samym skraplaniem zajęłoby dni.
A deszcz z chmury kłębiastej potrafi spaść w kilkanaście minut od jej powstania. Potrzebny jest więc inny mechanizm — i są dwa.
Kropelki opadają z prędkością zależną od rozmiaru. Większa opada szybciej, więc dogania mniejsze i część z nich wychwytuje. Rosnąc, opada jeszcze szybciej — proces przyspiesza sam siebie.
To koalescencja i jest jedynym mechanizmem w chmurach ciepłych, powyżej zera. Wymaga jednak dwóch rzeczy: dostatecznej grubości chmury i obecności kilku wyjątkowo dużych kropelek na starcie, zwykle powstałych na dużych jądrach soli morskiej.
Dlatego deszcz z chmur ciepłych jest domeną tropików i wybrzeży. W Polsce chmura musiałaby mieć kilka kilometrów grubości, żeby to zadziałało samo.
Tu jest sedno i to jest jeden z ładniejszych mechanizmów w całej meteorologii.
Prężność pary nasyconej nad lodem jest niższa niż nad wodą przechłodzoną w tej samej temperaturze. Różnica jest największa około −12°C i wynosi tam kilkanaście procent.
Konsekwencja: w chmurze mieszanej, gdzie obok siebie są kryształki lodu i przechłodzone kropelki, powietrze jest nasycone względem wody, ale przesycone względem lodu. Para osadza się więc na lodzie. Ubywa jej z powietrza, więc kropelki zaczynają parować, żeby uzupełnić równowagę. Para z nich znów osiada na lodzie.
W efekcie kryształy rosną kosztem kropelek. Szybko — w kilkanaście minut osiągają rozmiary opadowe.
Wniosek, który zaskakuje: większość deszczu w Polsce zaczyna życie jako śnieg. Kryształy rosną wysoko, opadają, przechodzą przez izotermę zera i topnieją po drodze. Latni deszcz jest stopionym śniegiem — i to jest normą, nie wyjątkiem, w całej strefie umiarkowanej.
Kropla spadająca w powietrzu przyjmuje kształt wynikający z równowagi między napięciem powierzchniowym a oporem powietrza:
Kształt łezki, z którym rysuje się krople w podręcznikach i na ikonach pogody, nie występuje w naturze przy spadaniu. Pojawia się natomiast przy odrywaniu — kropla wisząca u kranu tuż przed odpadnięciem faktycznie ma szyjkę. Prawdopodobnie stąd wziął się rysunkowy stereotyp.